Świadectwo S. Walentyny

„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” J 15,16

Nazywam się s. Walentyna. W tym roku świętuję całym sercem 10 lat od momentu, w którym Pan Bóg napełnił moje wnętrze Swoim światłem…

Od młodych lat byłam w kontakcie z Siostrami Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo.  Przygotowywały mnie do pierwszej Spowiedzi i Komunii Świętej, Bierzmowania, a także przeżywałam a nimi „Wakacje z Bogiem” i inne spotkania. Pamiętam, jak myślałam, a nawet mówiłam innym, że może będę siostrą.

Kiedy już trochę podrosłam, zmieniły się pragnienia mojego serca i zaczęłam się modlić o dobrego męża i marzyłam o przynajmniej 10 dzieci. Po mniej więcej 8 latach poczułam tęsknotę za Bogiem, modliłam się już inaczej: “Panie, chcę aby się spełniła Twoja wola…” Czułam, że chcę być siostrą, ale nie byłam pewna. Zastanawiałam się: jak te Siostry rozpoznały swoje powołanie?

Na wspólnym kolędowaniu z młodzieżą po Parafii, jedna Siostra zaproponowała mi pojechać na rekolekcje dla dziewcząt w ich Domu Prowincjalnym w Warszawie. Miałam wtedy 24 lata, pracowałam, żyłam samodzielnie, ale nic nie przeszkadzało mi, abym pojechała na weekend z Siostrami. Więc pojechałam.

Pamiętam jak dziś, wieczorem modliłam się w kaplicy Sióstr i prosiłam Boga o znak, aby spełniło się to, o co proszę, że chcę poznać, czy On pragnie, by byłam tylko dla Niego… Po kilku minutach wyszłam z kaplicy, a naprzeciwko wyjścia siedziała Siostra Seminarzystka z Białorusi, czyli będąca w formacji początkowej. Zaczęła do mnie mówić, a jej słowa i to co mi powiedziała, było odpowiedzią na moją prośbę do Pana Jezusa.

Serce moje zapałało szczęściem… A na wieczornej wspólnej Adoracji Bóg powiedział mi przez swoje Słowo: ” Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili…” Ja już wszystko wiedziałam, będę Siostrą, Bóg mnie wybrał..!

Na następny dzień porozmawiałam z Siostrą, którą znałam od dawna, a potem poprosiłam o przyjęcie mnie do Zgromadzenia.

Wróciwszy do domu porozmawiałam z mamą i rodziną oraz z szefami w pracy… Zostawiłam wszystko (podziwiam, jaką odwagę miałam w rozmowach z wszystkimi, kto mi odradzał iść do klasztoru). A po miesiącu zamieszkałam z Siostrami w Brześciu. Cieszyłam się, że mogłam poznawać życie Sióstr, życie modlitwy i służenia Bogu i ludziom, nie miałam żadnych wątpliwości. I do tej pory dziękuję Bogu za łaskę jasnego i pewnego kroczenia drogą powołania, drąga wzrastania w Miłości Bożej… Jestem bardzo szczęśliwa!

Moim szczęściem i prawdziwym życiem jest Bóg, który mnie i cały wszechświat trzyma w swoich Rękach, wszystko przenika i ożywia nasze serca swoją Miłością. Im bardziej na Pana się otwieram i ufam, tym bardziej Go doświadczam i mam siłę do nawracania się, aby moje serce należało tylko do Niego. Pragnę być w Niebie i aby każdy doszedł do pełni szczęścia w Jego Obecności.

S. Walentyna