Świadectwo S. Gabrieli

„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” J 15,16

Czwartek, 26 czerwca 1986 r., godzina 14.00, może 15.00… ze wzruszeniem zamykam za sobą pierwsze drzwi prowadzące na dziedziniec Domu Prowincjalnego Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia przy ul. Tamka 35 w Warszawie. Znam już to miejsce. Byłam tu przynajmniej trzy razy, ale teraz jest inaczej… teraz to wejście ma dla mnie wymiar definitywny… wzruszenie, radość, a nade wszystko niesamowity POKÓJ wypełniają moje serce… I to mocne, głębokie przeświadczenie: TU JEST MOJE MIEJSCE ! Bóg pozwolił mi doświadczyć tego pokoju, jakiego świat dać nie może (por. J 14,27) już na progu powołania, którego ziarno On sam złożył w moim sercu.

Kiedy je odkryłam? Trudno byłoby mi wskazać konkretny dzień. Myślę, że Ojciec siał, Chrystus uprawiał, a Duch Święty powoli pomagał odkrywać. Dzisiaj, gdy patrzę na historię swojego życia, dostrzegam niesamowitą logikę kolejnych wydarzeń, które zmierzają do tego jednego celu, a który można streścić słowami: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (Jr 1, 4-5).

Urodziłam się i wzrastałam w rodzinie, dla której „Bóg – Honor – Ojczyzna” miały konkretne znaczenie. Przywiązani do Kościoła i wartości chrześcijańskich rodzice, wychowywali nas do odpowiedzialności, w szacunku dla prawdy, uczciwości i drugiego człowieka. Jako ludzie z pokolenia wojny wiedzieli, co znaczy ufać Bogu w codzienności. Z domu rodzinnego wyniosłam więc mocne fundamenty wiary. Lata szkoły średniej, choć przeżywane poza domem rodzinnym, pozwalały na pogłębianie tego depozytu wyniesionego z domu: codzienna Eucharystia przed pójściem do szkoły, katecheza, przynależność do dynamicznej młodzieżowej  grupy  formacyjnej, która regularnie spotykała się przy Słowie Bożym pod czujnym okiem księdza katechety, pielgrzymki do Rostkowa, na Jasną Górę… to tam po raz pierwszy spotkałam Siostry Szarytki. Niezmordowane, nieustannie gotowe do posługi pielgrzymom, nawet po całym dniu drogi. Myślałam wtedy: „nie byłabym zdolna do takiego poświęcenia! To nie dla mnie!”

Od dziecka chciałam być nauczycielką, więc wydawało się, że przyszłość mam jasno określoną: matura, studia i wymarzona praca. Nic bardziej błędnego, jak się później okazało.    Mniej-więcej na półmetku szkoły średniej zaczęłam intensywnie myśleć o swojej przyszłości, poddając rewizji plany z dzieciństwa. Nie wiedzieć dlaczego, ciągle czułam w swym sercu jakiś niepokój, coś drążyło mnie od wewnątrz, pragnienie, którego nie umiałam, a może raczej nie chciałam nazwać. Kilku kolegów ze szkoły poszło do seminarium. Patrzyłam na nich z nienazwaną zazdrością, że oni już wiedzą, bo wybrali… Sierpień 1985: idę na pielgrzymkę do Częstochowy z intencją o rozeznanie drogi życiowej, oczekując, że najpóźniej w dniu wejścia na Jasną Górę otrzymam gotową odpowiedź. Moje rozczarowanie było wielkie! Żadnej odpowiedzi… żadnego nadzwyczajnego znaku… ciemność dokoła… IV klasę liceum rozpoczynam z wielkim niepokojem w sercu, z rozdzierającym je pytaniem: „co dalej?”. Zmęczona i chyba trochę sfrustrowana milczeniem Pana Boga, „postanowiłam” dać Mu spokój swoim nieustannym dopytywaniem o przyszłość i przestać się nad tym zastanawiać. Nie oznaczało to jednak buntu wobec Pana Boga, ale pierwsze świadome powierzenie się Jemu. Gdy napięcie opadło, Pan zaczął działać. Pozwolił spotkać ludzi, dzięki którym bezpośrednio  i z bliska poznałam posługę Sióstr. Powoli zaznajamiałam się z ich stylem życia. Doświadczałam radości płynącej z posługi drugiemu człowiekowi. Coraz mocniej utożsamiałam się z tą drogą życia. Ale najcięższa walka była jeszcze przede mną.

Po próbach ucieczki od Pana i skruszonych powrotach nabrałam wewnętrznej pewności, co do mojej przyszłości. Postanowiłam więc powiedzieć o swoich planach moim najbliższym. Ich reakcja zaskoczyła mnie totalnie: ani moi Rodzice, ani moje Rodzeństwo nie popierało moich zamiarów. W pierwszej chwili wydawało mi się, że zostałam zupełnie sama, mając przeciwko sobie całą rodzinę. Szybko jednak doświadczyłam prawdziwości słów proroka Jeremiasza: „Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż JA jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać” (Jr 1, 19). Pan Bóg sam mnie ochraniał, umacniając na drodze powziętej decyzji. Dał światło i moc, by pójść za Jego wyborem. Niech Imię Jego będzie błogosławione na wieki!

s. Gabriela