Świadectwo S. Tatsiany

„„Dar od Boga”

Moje powołanie – to dar od Boga, który otrzymałam, zupełnie niczym niezasłużony. Patrząc na swoje życie z perspektywy lat, widzę jak Bóg mnie prowadził od samego początku i pomagał mi na każdym kroku rozeznawać swoją drogę życiową. Posyłał mi odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie. Tego nie było widać od razu. Musiałam przejść długą drogę do momentu podjęcia decyzji.

A teraz od początku. Jestem z rodziny katolickiej, ale nie praktykującej (dopiero od niedawna moja mama zaczęła chodzić do Kościoła). Przyprowadziła mnie do Kościoła moja babcia. Nie było to jednak regularnie. Pamiętam, że świadomą decyzję, by chodzić co niedzielę do kościoła podjęłam, kiedy miałam około 10 lat. Na kazaniu ksiądz zapytał zebranych wtedy dzieci: „Kto obiecuje Bogu, że będzie chodzić do kościoła co niedzielę?” Wtedy po chwili zastanowienia się podniosłam rękę. To był mój pierwszy krok w stronę Boga. Moja wiara wzrastała powoli (wraz z powołaniem). Coroczne pielgrzymki, które przechodziły przez moją wieś, szczególnie osoby duchowne, które widziałam, wywoływały w moim sercu uczucia, których nie rozumiałam. Dla mnie to byli ludzi święci, którzy są blisko Boga. Kiedy miałam 11 lat przyjęłam Pierwszą Komunię Świętą. Wtedy pomyślałam, że chcę zostać siostrą zakonną, choć nie znałam żadnej siostry. W wieku 12 lat mój proboszcz, któremu powiedziałam o moim pragnieniu, zaproponował mi rekolekcje dla dziewcząt. Chociaż miałam przeszkody, żeby wziąć w nich udział, bo byłam zbyt młoda, to jednak dzięki usilnej prośbie mego proboszcza, mogłam w nich uczestniczyć. To były pierwsze rekolekcje mojego życia. Wróciłam do domu inna. A życie dalej toczyło się dalej.

Przyszedł wiek dorastania. Dla mnie był to czas próby i walki ze sobą. Poznałam chłopaka, z którym zaczęłam wiązać swoje plany na przyszłość. Już byłam na studiach i przybliżał się czas decyzji życiowej. W sercu pojawiały się wielkie wątpliwości co do małżeństwa. Czułam jak te relacje nie wypełniają mego serca, że chcę czegoś więcej. Powracały myśli z dzieciństwa. Dzięki Opatrzności Bożej poznałam Ojców Oblatów. Jeden z nich pomógł mi przejść przez ten trudny czas. Pewnego razu podczas modlitwy, którą na zawsze zapamiętam, doświadczyłam „dotyku Bożej Miłości”. Powołanie moje było mocno związane z moim nawróceniem. Spowiedź z całego życia, modlitwy o rozeznanie, poszukiwanie pokoju serca… Jezus cierpliwie na mnie czekał, aż wreszcie w jednym momencie,  po rozmowie z Siostrą Miłosierdzia, podjęłam decyzję w sercu: „Oto, idę, Panie, aby pełnić Twoją wolę”. I od tamtego momentu trwam przy Nim i wiem, że nic i nikt nie wyrwie mnie z Jego ręki i że Jego Miłość nigdy nie przeminie.

s. Tatsiana