Świadectwo S. Katarzyny

Po 20 latach życia zakonnego moje powołanie jest dla mnie nadal tajemnicą. Odkrywam ją codziennie i przeżywam jak przygodę pełną zakrętów, wzniesień, niekiedy spokojnych równin. 

W wieku 19 lat, kiedy prosiłam o przyjęcie mnie do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, inaczej rozumiałam oddanie Bogu w służbie Ubogim. Entuzjazm związany z przeżywaniem czegoś nowego mieszał się ze strachem o stratę tego, co znaczące, ale wezwanie, które odczytałam w sercu było na tyle silne, że zwyciężyło – „Pójdź za mną”. 

Nie miałam w swojej rodzinie, wśród znajomych nikogo, kto by tą drogą już szedł. Przykład życia zakonnego znałam jedynie z liceum, gdzie katechizowała siostra zakonna. Charyzmat tamtej wspólnoty nie pociągał mnie zupełnie. Powierzchowna obserwacja doprowadziła mnie do wniosków, że tam się nic nie dzieje. Ja natomiast postrzegałam siebie jako osobę przedsiębiorczą, silną, pewną swojej wartości i gotową dać światu wszystko, co uznałam w sobie za  najlepsze. Chciałam działać, angażować się. Pośród tego chciałam też być posłuszna Bogu. Pan Bóg przyjął mój młodzieńczy zapał, marzenia i plany. I tak to się zaczęło. 

Nic nie potoczyło się tak, jak sobie wyobrażałam, ale Bóg w swojej miłości niczego we mnie nie zanegował, niczego mi nie odebrał – moje marzenia i plany spełniają się bardzo nieoczekiwanie w zaskakujący sposób, a jednocześnie w taki, który okazuje się sednem tego, czego chciałam naprawdę. Z biegiem lat zmieniam się, rozwijam, mam nadzieję – dojrzewam i niekiedy z uśmiechem patrzę wstecz na swoje nastoletnie ideały. Pan Bóg natomiast przyjął je na poważnie. Odkrywam to wciąż na nowo i zachwycam się Jego wiernością.  

Różne wydarzenia, a w sposób szczególny posługa dzieciom z niepełnosprawnością intelektualną kształtują w charakterystyczny sposób moją duchowość. Towarzysząc im, otaczając ich opieką, biorąc odpowiedzialność za ich rozwój, bezpieczeństwo, odkrywam zupełnie nowe znaczenie słowa „siła”, „odwaga”, „miłość”, „wierność”. Zapał z jakim chciałam naprawiać świat zmienia się w spokojne pokonywanie codziennych trudności w walce o uznanie praw, godności i szacunku dla małego człowieka, którego  rozwój przebiega inaczej niż u zdrowych rówieśników. Kocham, codziennie zabiegam o lepsze jutro tych, których Bóg powierzył mojej trosce, jestem obecna, również wtedy, kiedy rany drugiego człowieka wykrzywiają mu twarz złością i zaciskają pięści. Nie zawsze świat docenia to, co robię, niekiedy ośmiesza mnie, a moją wiarę nazywa naiwnością lub wyrachowaniem. Kiedy jednak czytam Ewangelię czy modlę się, klęcząc pod krzyżem w kaplicy, to wiem, że lepszego wyboru dokonać nie mogłam. To, co na początku nazywałam posłuszeństwem Bożemu wezwaniu, dziś przeżywam jako zawierzenie Bogu. Wybrałam Boży plan na moje życie, bo wierzę, że tylko tak osiągnę pełnię, za którą tęsknię. 

Moje powołanie to przygoda. Nie jest to luksusowy deptak ani nowoczesna autostrada; raczej szlak ze stromymi podejściami, pięknymi widokami i szczytem ukrytym za kolejnym wzniesieniem. Dziękuję Bogu za zaproszenie na tą wędrówkę. 

s. Katarzyna