Świadectwo S. Zofii

Urodziłam się 4 listopada 1932 r. w Makoszynie-Sandomierzu, w rodzinie rzemieślniczej. Ojciec był stolarzem, mama zajmowała się wychowaniem pięciorga dzieci i domem. Wychowałam się w rodzinie katolickiej. Często czytaliśmy Pismo Św., uczestniczyliśmy we Mszy św., przyjmowaliśmy Sakramenty św., modliliśmy się. W pobożności przodował ojciec. Od najmłodszych lat lubiłam sie modlić, czytałam pobożne książki.

Będąc w szkole podstawowej usłyszałam wezwanie Pana Jezusa: ”Pójdź za Mną”. Wówczas bardzo zapragnęłam być cała dla Niego i po ukończeniu szkoły średniej w święto Narodzenia Matki Bożej 1952 r.  przekroczyłam próg Domu Prowincjalnego Sióstr Szarytek na Tamce. To była niedziela. Mama bardzo płakała, ale ojciec uspokajał mówiąc: niech każde idzie, gdzie Bóg je powołuje. Zatem na drugi dzień rozpoczęłam formację początkową: Postulat i naukę na kursie katechetycznym, który ukończyłam w czerwcu 1953 r. Zaraz potem rozpoczęłam dalszą formację, czyli Seminarium (nowicjat). Rok później 12 września zostałam posłana do służby Chrystusowi w Ubogich i moją pierwszą misją była praca z dziećmi w Łbiskach i Dom Dziecka w Ignacowie. Potem była praca parafialna kolejno w Przasnyszu, Stanisławowie, Ostrołęce, Zerznie, Kobylanach, Białymstoku i jako emerytka podjęłam katechezę w Łbiskach w szkole dla dzieci specjalnej troski. Bardzo kochałam tę posługę, byłam bardzo szczęśliwa. Jedyną moją troską było jak najlepiej przekazać wiedzę o Bogu i troska, aby nią żyć – ja i moi wychowankowie. Praca z dziećmi była bardzo rozległa: organizowałam dla nich kolonie, wyjazdy do sanktuariów w Polsce, przygotowywałam z nimi jasełka, misteria, organizowałam grupy Maryjne. Aż w końcu nadszedł dzień najpiękniejszy: złożenia ślubów świętych, oddania się Panu Jezusowi na zawsze. Było to 19 lipca 1958 r. – odtąd należę tylko do Niego. Śpiewałam wówczas refren piosenki: „I wiem, że ta przyjaźń już będzie trwać, bo Bóg miłością jest co nie przemija. Z Nim życie jest piękne, pokoju pełne. On o wszystkim dobrze wie, więc nie lękam się.”

Pan Jezus obdarzał mnie zdrowiem, więc nie opuszczałam spotkań z dziećmi. W Przasnyszu zorganizowałam świetlicę dla dzieci dysfunkcyjnych. Nie tylko pomagaliśmy odrabiać lekcje, ale były też zabawy,  posiłki, katecheza. Uczyliśmy robótek na szydełku, na drutach, by w ten sposób zarobić na swoje utrzymanie.

Moją radość i szczęście powiększały uczennice, które Pan powołał do naszego Zgromadzenia: Renatę, Bernadetę, Gabrielę, Anetę, , Gabriela, Monikę, Lenę. Wśród nich niektóre przychodziły do Ostrołęki do świetlicy, by pomagać.

Od października 2017 roku jestem z powrotem w Domu Prowincjalnym, tu gdzie zaczęłam życie w Zgromadzeniu, ze względu na zdrowie. Pragnę przygotować się na ostatnie spotkanie z Panem i służyć Zgromadzeniu, Ubogim i Ojczyźnie przez modlitwę i cierpienie.

„Dziękuję Ci, Boże w Trójcy Świętej Jedyny, za łaskę życia, chrztu św., za łaskę powołania i misję mi powierzoną – to była wspaniała przygoda. I stąd się raduję, że mnie, tak słabe narzędzie użył Bóg do tak wielkich dzieł. Wielbi dusza moja Pana!”

s. Zofia