
„[Bóg] tak jak posłużył się duchową córką św. Franciszka Salezego, św. Małgorzatą Marią Alacoque, aby objawić światu Najświętsze Serce swego Boskiego Syna, tak posłużył się córką św. Wincentego a Paulo, s. [Justyną] Bisqueyburu, aby objawić Niepokalane Serce Maryi. Aby ofiarować mu szacunek wiernych i uczynić Jego święty obraz narzędziem zbawienia dla niewiernych i biednych grzeszników.
Bez wątpienia pierwsze objawienie tego serca tak czystego miało miejsce w kaplicy domu macierzystego sióstr miłosierdzia 27 listopada 1830 r. Na rewersie medalika objawionego św. Katarzynie Labouré, nazwanego później cudownym medalikiem, widnieje obok Najświętszego Serca Jezusa ukoronowanego cierniem przebite mieczem serce Maryi, a nad nimi wznosi się krzyż. To samo zobaczyła później, 26 lipca 1846 r. pewna siostra miłosierdzia, s. Apolonia Andriveau w objawieniu naszego Pana. Ukazał jej nowy szkaplerz koloru czerwonego, na którym obok Jego serca znajdowało się serce Jego Matki, dlatego nazwany został Szkaplerzem Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. W swych objawieniach Matka Boża ukazała s. Bisqueryburu swoje Niepokalane Serce i chciała, aby je czcić i modlić się”. (Fragm. z książki Szkaplerze Niepokalanego Serca Maryi oraz Męki Pańskiej, Cuda i łaski, str. 35)
Dokładnie dnia 8 września 1840 r., w święto narodzenia Najświętszej Maryi Panny, s. Justyna miała kolejne widzenie. Zobaczyła [Niepokalane] „Serce całe rozpalone płomieniami bardziej błyszczącymi niż słońce i przezroczyste jak kryształ.” S. Justyna została wezwana przez Niebo do szczególnej misji: misji ratowania niewiernych i grzeszników. Później Maryja potwierdziła swoją „moc” w ratowaniu świata, gdy w Fatimie po raz kolejny przychodzi i zapewnia, że Jej Niepokalane Serce na końcu zatryumfuje.
Maryja także dziś nieustannie wzywa wszystkie swoje dzieci do modlitwy, pokuty i ufności w Jej potężne wstawiennictwo u tronu Boga. Wyrazem Jej nieustannej troski i ratunku są niezliczone cuda i łaski za wstawiennictwem Niepokalanego Serca Maryi w darze Zielonego Szkaplerza. Poniżej zamieszczamy kilka świadectw osób, które doświadczyły Jej opieki i wstawiennictwa.
P. Małgorzata: Od kiedy noszę przy sobie, na sercu, Zielony Szkaplerz Niepokalanego Serca NMP, czuję się ukryta w Jej Sercu, otulona Jej czułą, troskliwą i delikatną matczyną opieką. Nie są to uczucia ale codzienność, która jest pełna znaków Jej nieustannej opieki i obecności.
Pierwszą łaską jest wzrastająca miłość do Matki Bożej, ufność i pragnienie naśladowania Jej pokory, czystości, wiary niezachwianej ale i cierpliwego znoszenia wszelkich cierpień czy to duchowych czy fizycznych. Moje myśli skupiają się na głębszym rozważaniu i zrozumieniu tajemnic Różańcowych, pokochałam też Różaniec do Siedmiu Boleści Matki Bożej, pragnę być zawsze z Nią, proszę, aby mnie przemieniała, pragnę iść po Jej śladach. Myślę, że to dopiero początek tej drogi…

Ostatnio sytuacja zdrowotna zmusiła mnie do przyjmowania zastrzyków przeciwzakrzepowych. W jednym miejscu po iniekcji zrobił się duży krwiak, miejsce zaczęło boleć i puchnąć, nie do wytrzymania, wskazując, że najprawdopodobniej zaczął rozwijać się stan zapalny; ropień. Przyłożyłam na chore miejsce Zielony Szkaplerz i wołałam: „Niepokalane Serce Maryi , módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej”. Wołałam tak wiele razy w ciągu dnia. Ból ustąpił natychmiast, wieczorem nie było już bolesnego zgrubienia i opuchlizny. Dnia następnego krwiak bardzo się zmniejszył. Minęło kilka dni. Dzisiaj nadal nie czuję bólu, a chore miejsce jest prawie całkowicie zagojone.
W tym miejscu podzielę się też inną łaską Zielonego Szkaplerza. W naszym domu było w ostatnich miesiącach wiele zamętu i niepokoju. Oprócz modlitwy różańcowej, modlitw do Przenajdroższej Krwi Chrystusa, Różańca do Siedmiu Boleści NMP, umieściłam Zielony Szkaplerz w sypialni każdego z domowników. Było to kilka miesięcy temu. Natychmiast wszystko zaczęło się wyciszać, aż nawałnica całkiem się uciszyła. Ten stan się tylko utrwala. Jest z nami Królowa Pokoju w znaku Zielonego Szkaplerza. Nigdy nie pozwolę Jej odejść.
P. Izabela: Tego poranka, dnia 5 kwietnia 2025 r., wyjeżdżałam do Warszawy. Było ok. godz.10. Już byłam ubrana, gotowa do wyjścia, kiedy nagle pomyślałam, że wezmę ze sobą Zielony Szkaplerz w trasę, dla bezpieczeństwa. Poczułam, że coś mnie wewnętrznie natchnęło, aby to zrobić. I tak sama się zastanawiałam, dlaczego w ostatniej chwili poczułam, że muszę ten Szkaplerz zabrać ze sobą właśnie w tę podróż.
Dokładnie godzinę później, jadąc drogą ekspresową S7 w stronę Warszawy, ok 5 km przed zjazdem Franciszka Hynka, w ostatniej chwili zauważyłam samochód osobowy jadący pod prąd po lewym pasie, z którego chwilę wcześniej zjechałam na środkowy pas.

Lewym pasem, który prawdopodobnie byłby miejscem mojej śmierci, jechałam przez jakiś czas, wymijając samochody jadące środkowym pasem. Gdybym wcześniej nie zjechała na środkowy pas, nie byłoby mnie już na tym świecie. Była to za duża prędkość zbliżających się do siebie dwóch pojazdów z naprzeciwka, aby mózg ludzki zdążył zareagować. Dla mózgu- szok, gdyż nie był przygotowany na takie zdarzenie! Nawet można tu powiedzieć o pewności, że nic takiego się nie wydarzy! Więc reakcja tym bardziej spowolniona. Samochód, jadący pod prąd, minął mnie z półtorametrową odległością i dużą prędkością. Zauważyłam go jakieś 30m przed sobą. Przeszył mnie lęk, ręce mi się trzęsły. Wiedziałam tylko jedno: Najświętsza Maryja Panna czuwała nade mną przez cały czas, od momentu, kiedy zawróciła mnie po Zielony Szkaplerz. Nie zapomnę nigdy tego, co się wydarzyło, ani zawierzenia do Matki Bożej podczas mojej podróży: „Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej.”
P. Andrzej: Pewnej koleżance w pracy, która po 30 latach wróciła do Boga, dałem Zielony Szkaplerz. Ona nosi go z dumą i mi ostatnio opowiadała, że nie wie dlaczego, ale od tego czasu mnóstwo osób (nawet nie bardzo znajomych) przychodzi do niej i opowiada o swoich boleściach i problemach.
I tak pewna pani opowiedziała jej o problemach ze swoim mężem, który ma potężny problem z alkoholem i wszystkim co z tym związane. Dałem zatem mojej koleżance Zielony Szkaplerz, aby go przekazała tej pani, a ta znowu gdzieś go u męża schowała (bo on nie bardzo wierzy).
I co się stało? Wczoraj opowiedziała mi moja koleżanka, że ta kobieta szkaplerz u swego męża schowała w portfelu, gdzieś w jakiejś malutkiej kieszonce. I nagle przyszedł jej mąż i oznajmił swojej żonie, że chce przestać pić i zerwać z alkoholem. Działanie szkaplerza, albo właściwie Naszej Niepokalanej Matki jest zaskakujące!
