„Tak Aniu, to jest cud za wstawiennictwem Matki Bożej Niepokalanej od Cudownego Medalika”

Obraz przedstawiający pierwsze objawienie Matki Bożej Niepokalanej św. Katarzynie Labouré

W nocy z 18/19 lipca br. przypada 195 rocznica pierwszych objawień Matki Bożej Niepokalanej Siostrze Miłosierdzia, św. Katarzynie Labouré. Matka Boża przyszła do nowicjuszki, aby przygotować ją do wypełnienia misji związanej z Cudownym Medalikiem, a jednocześnie nakreśliła ówczesną sytuację Francji i świata.

Najświętsza Dziewica powiedziała: „W pewnym czasie niebezpieczeństwo będzie naprawdę wielkie, będzie się wydawało, że wszystko jest stracone… krzyż będzie wzgardzony, będzie podeptany, bok naszego Pana zostanie na nowo otwarty, ulice spłyną krwią, cały świat będzie w ucisku…”

Po tych smutnych zapowiedziach nastąpiło wezwanie do modlitwy i ufności. I Maryja dalej kontynuuje wskazując na ołtarz, na którym znajdowało się tabernakulum i mówiąc: „Podejdź do stopni tego ołtarza. Tutaj łaski spłyną na wszystkich, którzy proszą o nie z ufnością i żarliwością”.

Jak wielki jest Bóg, że pozwolił zejść Niebu na ziemię w osobie Matki Boga! Matki, która kocha wszystkie dzieci Boże i pranie ich zbawienia! I to wezwanie do ufności, do modlitwy „u stóp ołtarza”. Jak wiele ludzie otrzymują łask wyproszonych za Jej wstawiennictwem i jak wiele dokonuje się cudów, nieustannie. Dziękujemy Ci, Maryja, Matko Boga i nasza najlepsza Matko!

Poniżej zamieszczamy świadectwo cudownego uzdrowienia i ocalenia życia.

NIECH BĘDZIE POCHWALONY JEZUS CHRYSTUS

Mam na imię Marek,  mieszkam w Radzyminie.

Dnia 05 lipca 2024 r. miałem plany: „Dzisiaj  pierwszy piątek miesiąca, uczestnictwo w popołudniowej  Mszy Św. Jutro pierwsza sobota miesiąca, rano spowiedź, Msza Św. adoracja, różaniec i spotkanie z braćmi z Męskiego Różańca. Niedziela – to już rozpoczęcie wakacji”.

Jak kruche jest życie przekonałem się już w piątek. Jest godzina 15:15. Mój rodzony brat dzwoni na nr. 112, wzywa karetkę. Ja w skutek upadku z drabiny leżę na betonowej posadce z rozbitą głową, nieprzytomny w kałuży krwi. Gdy odzyskałem przytomność byli przy mnie już ratownicy medyczni. Podałem swoje dane personalne oraz opisałem zdarzenie. Po badaniach w szpitalu zamieniłem kilka zdań z żoną. Gdy były już wyniki badań żona została poinformowana, że złamane żebra uszkodziły płuca, złamany kręgosłup, złamany prawy obojczyk, lewostronny niedowład. W skutek obrażeń głowy- kości czaszki uciskają mózg, który jest już obrzmiały i trzeba szybko usunąć kości czaszki uciskające mózg. Mieszkam 25 km od Warszawy, początek wakacji, żadnego wolnego łóżka na oddziałach, gdzie jest neurochirurgia. Przeprowadzono następne badania, które wykazały, że mózg pokryty jest krwiakami i puchnie. Żona wyraziła zgodę, że operację przeprowadzą  chirurdzy ze szpitala powiatowego, żeby ratować życie. Operacja zakończyła się w sobotę rano. Lekarz prowadzący operację poinformował żonę, że „stan pani męża jest bardzo ciężki, tragiczny, beznadziejny”. Funkcje  życiowe podtrzymywała aparatura medyczna a ja byłem w śpiączce farmakologicznej.  Najszybciej rozchodzą się złe wieści. Wiele Mszy Św. i wiele  osób modliło się w mojej intencji: rodzina, przyjaciele, wspólnoty, i do sakramentów pokuty i eucharystii  przystąpiły osoby po kilku latach. Brat różańcowy z Legionu św. Józefa  Janusz, poprosił siostrę ze zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo o modlitwę w mojej intencji. Siostrę Elżbietę  poznałem kilka miesięcy przed wypadkiem przyjmując z rąk Siostry Zielony Szkaplerz Niepokalanego Serca Maryi. Siostra Elżbieta poprosiła moją żonę o przesłanie mojego zdjęcie i wyrażenie zgody o przesłanie do Domu Generalnego w Paryżu przy ulicy de Bac 140 z prośbą o modlitwę o uzdrowienie. Po kilku dniach mózg przestał puchnąć. Po 8 dniach pracowały już płuca a po 9 dniach odłączono mnie już od aparatury podtrzymującej życie. Siostra Elżbieta zwróciła się do Janusza „Panie Januszu, proszę poprosić żonę pana Marka, jeżeli jest to możliwe, aby zawiesić Cudowny Medalik  Pana Marka i Zielony Szkaplerz na łóżku szpitalnym Pana Marka”.

Dnia 18 lipca, w dzień moich urodzin, gdy moja żona jak co dzień mogła być przy moim łóżku, jedna z pielęgniarek opowiedziała co wydarzyło się rano. W czasie porannych zabiegów i toalety „Pani mąż otworzył oczy i poznał swój medalik i szkaplerz, poprosił o założenie na nadgarstek prawej ręki. Przepraszam, że pościel jest dzisiaj taka pognieciona, ale Pani mąż bardzo się dzisiaj kręci”. Żona podeszła do łóżka wzięła mnie za rękę i powiedziała: „Marku proszę cię, nie kręć się, Panie pielęgniarki i tak mają dużo swoich obowiązków”. Otworzyłem oczy i powiedziałem: „Bardzo Panią przepraszam”. Rozmowa z żoną trwała 30 minut. Widziałem, słyszałem, rozumiałem, wiedziałem, gdzie jestem i co się stało. Rozmawiając ruszałem rękami i nogami. Gdy moja żona wyszła na korytarz zadzwoniła do Janusza  opowiadając  o cudzie,  którego doznałem.  Janusz odpowiedział: „Tak Aniu, to jest cud za wstawiennictwem Matki Bożej Niepokalanej od Cudownego  Medalika. Dzisiaj przypada 194 rocznica objawień Matki Bożej  św . Siostrze, wtedy jeszcze nowicjuszce, Katarzynie Labouré  w kaplicy sióstr Miłosierdzia w Paryżu, przy ul. du Bac. Chwała Panu i Matce Najświętszej”.

Przewieziono mnie z OIT-u na Oddział chirurgii, gdzie założono mi gorset podtrzymujący kręgosłup i mogłem już chodzić. Dnia 3 sierpnia przewieziono mnie do WIM w Warszawie na rehabilitację i na badania.

Dnia 25 listopada zgłosiłem się do WIM w Warszawie na oddział neurochirurgii na  planowaną  rekonstrukcję czaszki. Operacja odbyła się we wigilię drugiego spotkania siostry zakonnej Katarzyny Labouré z Matką Najświętszą 27 listopada.

Chwała Panu Naszemu, Matce Najświętszej Niepokalanej we wizerunku Cudownego Medalika. Dziękuję za życie. Cudownie być nadal ojcem, mężem, bratem, zięciem i szwagrem. Dziękuję kapłanom za Msze Święte, siostrom zakonnym, braciom różańcowym i ich rodzinom, wspólnotom za modlitwę w mojej intencji. Gdy byłem w śpiączce  farmakologicznej za wsparcie mojej rodziny. Dziękuję lekarzom za podjęcie się tak ryzykownych operacji, personelowi szpitali i rehabilitantom.

Krwiaki na mózgu wchłonęły się, rany zagoiły, włosy odrosły. Ja jestem szczęśliwym człowiekiem i dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za każdy dzień mojego życia. Codziennie w modlitwie różańcowej polecam opiece i proszę o łaski dla sióstr zakonnych „Szarytek”, kapłanów i wszystkich ludzi dobrej woli modlących się w mojej intencji.

Marek K.

Dokładnie rok później, 18 lipca 2025 r., w towarzystwie żony Pan Marek osobiście złożył bukiet czerwonych róż u stóp Niepokalanej w kaplicy Domu Prowincjalnego Sióstr Miłosierdzia w Warszawie, cały i zdrowy. Bogu niech będą dzięki i Niepokalanej!

Zdjęcie: Pixabay free images