Cuda

Każdy z nas jest niesiony w ramionach Maryi Niepokalanej przed tron Boga Ojca i jeżeli tylko chce, może usłyszeć bicie Jej serca. Dowodem na to są świadectwa pielgrzymów, którzy tłumnie przybywają do tego miejsca. Świadectwa proste, szczere, płynące prosto z serca przepełnionego wdzięcznością, a czasem przeszytego mieczem cierpienia. Z ust świadków pada często słowo „cud”. Maryja działa dyskretnie, czasami wręcz niedostrzegalnie i z delikatnością najczulszej Matki dotyka ran duszy i ciała swoich umiłowanych dzieci. Nie chce rozgłosu i blasku fleszy, chce pozostać Matką tych Najmniejszych, Opuszczonych, Bezradnych, Cierpiących w ciszy i w zapomnieniu, tych, z którymi nikt się nie liczy i tylko Bóg wciąż patrzy na nich miłosiernym okiem, łaskawie przychylając się do próśb Niepokalanej.

Poniżej zamieszczamy przykłady łask otrzymanych przez wiernych i przez pielgrzymów, którzy podzielili się doświadczeniem wstawiennictwa Matki Bożej od Cudownego Medalika z Siostrami posługującymi pielgrzymom.

Kilka lat temu pewnego wieczoru przyszła starsza, zadbana pani - “Madame Destresse” i opowiedziała historię dotyczącą jej rodziny. Jej wnuczka ma dziecko, które urodziło się z połową serca, było już bliskie śmierci. Po operacji lekarze nie dawali szans temu dziecku. Dziecko to jednak zostało cudownie uzdrowione. Dzięki temu cudownemu uzdrowieniu ojciec dziecka się nawrócił.

A co to ma wspólnego z Cudowną Kaplicą? Pani Destresse spędziła (i nadal spędza) wiele godzin przed Ołtarzem w Cudownej Kaplicy, błagając Matkę Bożą od Cudownego Medalika o cud dla dziecka. Ona sama przypisuje to wszystko wstawiennictwu Niepokalanej z Rue du Bac!

Pewnego dnia jedną z Sióstr zatrzymuje kobieta w średnim wieku, prosząc o chwilę uwagi. Przejęta opowiada: „Wszystko to wydarzyło się na początku grudnia 2011 roku w Afryce. W czasie lotu małego przewoźnego samolotu, który mógł pomieścić jedynie 10 osób, miał miejsce wypadek. Samolot się rozbił. Wrak samolotu znaleziono kompletnie zdruzgotany, jednak nikt z pasażerów nie ucierpiał. Eksperci przeprowadzający oględziny wraku stwierdzili, że to cud. U dwójki małych dzieci, które były w tym samolocie, znaleziono zawieszone na szyi Cudowne Medaliki…” To zdarzenie nie wymaga żadnego komentarza. Wszystko wydaje się oczywiste…

Pani o imieniu Florie chciała zaświadczyć o cudownym uzdrowieniu swojego syna. Zapytała,  gdzie może to uczynić. Siostra wskazała jej Stowarzyszenie Cudownego Medalika działające przy ulicy de Sèvres. Siostra zaproponowała też napisanie listu zawierającego jej świadectwo na adres Domu Macierzystego, gdzie miały miejsca objawienia Matki Bożej. Zanim jednak odeszła Siostra poprosiła ją, by opowiedziała mi o tym, choćby w kilku zdaniach. Zgodziła się…

„To było nie w ten piątek, ale w zeszły. Moj syn zapadł nagle na poważną infekcję płuc i znalazł się w szpitalu na oddziale intensywnej terapii. Moja koleżanka z Gwadelupe poradziła mi, bym przyszła tutaj i modliła się o uzdrowienie mojego dziecka. Akurat była odprawiana Droga Krzyżowa. Uczestniczyłam w niej z całego serca, prosząc Maryję o uzdrowienie mojego syna. I stało się! Mój syn został uzdrowiony i to dokładnie w czasie tej Drogi Krzyżowej!”

Pewna kobieta podeszła do jednej z Sióstr z pośpiechem i opowiedziała historię, która się tu wydarzyła przed kilkunastu laty. Jej koleżanka – osoba niewierząca, chciała bardzo otrzymać pracę w bibliotece. Ona, ponieważ akurat wróciła z Medjougorie, spontanicznie jej zaproponowała, aby pojechała z nią do Cudownej Kaplicy na Rue du Bac i poprosiła o to Maryję. Kobieta posłuchała… Zaraz potem otrzymała posadę w bibliotece…

Była tym ogromnie zadziwiona i pewnego dnia zapytała swoją koleżankę: „Nie rozumiem, jak to tak, przecież ja jestem niewierząca!” Na to koleżanka odpowiedziała jej krótko, ale dosadnie: „To właśnie jest Rue du Bac!”

Tego dnia Cudowna Kaplica była wyjątkowo otwarta wieczorem z racji modlitwy zorganizowanej specjalnie w rocznicę pierwszego objawienia Matki Bożej Siostrze Katarzynie Labouré w 1830 roku. Około godz. 20.20 wpada młody mężczyzna w jasnozielonej bluzce i z rozmachem chwyta jedną z Sióstr za ramiona, potrząsając lekko… Siostra bardzo się przestraszyła, a on z mocą  w głosie, krzyczy: „Pamięta mnie siostra, byłem tu kilka dni temu, prosząc siostrę o modlitwę w intencji mojego skradzionego samochodu!”

Ta Siostra od razu go sobie przypomniała. Odpowiedziała mu wówczas, że ta intencja jest trochę zbyt materialna, ale niech nie traci ufności, jeśli to zgodne z wolą Bożą, samochód się znajdzie… Po czym zniknął w drzwiach Kaplicy…

Wieczorem, modląc się za niego przed ołtarzem, Siostra długo zastanawiała się, czy ma prosić Maryję również o ten jego samochód… A on teraz z oczami połyskującymi radością mówi, że samochód się znalazł i to z całą zawartością! Nic nie zginęło!

To kolejny dowód na to, że Maryję, jak najlepszą Matkę, można błagać o wszystko, dosłownie o wszystko…