Cuda

Każdy z nas jest niesiony w ramionach Maryi Niepokalanej przed tron Boga Ojca i jeżeli tylko chce, może usłyszeć bicie Jej serca. Dowodem na to są świadectwa pielgrzymów, którzy tłumnie przybywają do tego miejsca. Świadectwa proste, szczere, płynące prosto z serca przepełnionego wdzięcznością, a czasem przeszytego mieczem cierpienia. Z ust świadków pada często słowo „cud”. Maryja działa dyskretnie, czasami wręcz niedostrzegalnie i z delikatnością najczulszej Matki dotyka ran duszy i ciała swoich umiłowanych dzieci. Nie chce rozgłosu i blasku fleszy, chce pozostać Matką tych Najmniejszych, Opuszczonych, Bezradnych, Cierpiących w ciszy i w zapomnieniu, tych, z którymi nikt się nie liczy i tylko Bóg wciąż patrzy na nich miłosiernym okiem, łaskawie przychylając się do próśb Niepokalanej.

Poniżej zamieszczamy przykłady łask otrzymanych przez wiernych i przez pielgrzymów, którzy podzielili się doświadczeniem wstawiennictwa Matki Bożej od Cudownego Medalika z Siostrami posługującymi pielgrzymom.

Podchodzi młody Afrykańczyk i ze łzami w oczach, drżącym głosem opowiada swoją historię. Mówi, że przyjechał do Francji na badania z powodu poważnej wady serca. Ponieważ znał Cudowną Kaplicę, wpadł tu na chwilę, żeby się pomodlić. Był tu tylko 15 minut, kilkakrotnie podkreślał, że nie prosił o nic dla siebie i nagle poczuł gorąco wokół serca, i zrozumiał, że został uzdrowiony. Mówiąc o tym powtarzał wzruszony: „Ale ja o to nie prosiłem, nie prosiłem!!!”

Jeszcze tego samego dnia wrócił do lekarza, by zrobić ponowne badania – ani śladu wady serca! Chciał o tym zaświadczyć przed kapłanem, ale ponieważ było już późno, nie mogłam znaleźć żadnego, powiedział więc, że przyjdzie jutro…

Bardzo poruszyło mnie to świadectwo, a szczególnie wzruszenie wyczuwalne w głosie mężczyzny i to jego ogromne zdziwienie: „Ale ja o to nie prosiłem!!!”

Do biura BAP (Biuro Przyjmowania Pielgrzymów) wchodzi dobrze zbudowany czarnoskóry mężczyzna z ogromnym bukietem prześlicznych, kolorowych tulipanów i opowiada swoją historię, płacząc przy tym jak małe dziecko. Mówił o łasce, jaką otrzymał, ale ja, niestety, nie mogłam go wówczas dobrze zrozumieć z powodu niedostatecznej znajomości języka. Pojęłam jednak ostatnie zdania, w których opisywał, że gdy wrócił do domu, to zdał sobie sprawę z tego, że został wysłuchany i jego serce zalała fala wdzięczności. Tak bardzo chciał podziękować Maryi za ogromną łaskę, którą otrzymał dzięki Jej wstawiennictwu, ale zupełnie nie wiedział, w jaki sposób… Zapytał wiec Ją o to  w swoim sercu i otrzymał odpowiedź: „Bardzo lubię kwiaty...”Potem dorzucił: „No i jestem, a to (podniósł bukiet do góry) dla Niej!”

Do dziś mam przed oczami wzruszoną twarz tego potężnego mężczyzny i ten jego bukiet dla Niepokalanej – tak bardzo wiosenny i radosny. O prawdziwości tego świadectwa przekonuje mnie prostota odpowiedzi Matki Bożej. Mówi jak jedna z nas, jak prawdziwa kobieta, tak po prostu i z głębi serca: „Bardzo lubię kwiaty.”

Od tego wydarzenia inaczej patrzę na wszystkie kwiaty przynoszone przez pielgrzymów do stopni Ołtarza, a jest ich naprawdę dużo, szczególnie we wtorki (wtorek jest tutaj obchodzony jako dzień Maryjny) i w soboty. Moje serce się raduje i wyobrażam sobie uśmiechniętą twarz Maryi, która na pewno cieszy się ogromnie z takich kolorowych i pachnących podarunków.

Podchodzi do mnie młoda, bardzo ładna dziewczyna w chustce na głowie, która dopiero co wyszła z Cudownej Kaplicy. Mówię jej, że nosząc Cudowny Medalik dobrze jest odmawiać tą krótką modlitwę, która jest wyryta na Medaliku: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy…” Dziewczyna patrzy mi prosto w oczy i mówi zażenowana: „Ale ja nie mogę, bo ja jestem, ja jestem muzułmanką!” Odpowiadam jej: „Cóż z tego, Maryja jest Matką każdego z nas, bo wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga! Możesz więc nosić Cudowny Medalik i odmawiać codziennie tą krotką modlitwę!” „Naprawdę?! Naprawdę mogę?!” – zapytała zdumiona, a potem ścisnęła mocno w garści Cudowne Medaliki… Nie widziałam jej włosów zasłoniętych chustą, ale widziałam jej czarne oczy przepełnione łzami i słyszałam stanowcze słowa świadczące o prawdziwości podjętej decyzji: „W takim razie oddaję moje życie Maryi!”

Odeszła szybkim krokiem, zaciskając w dłoniach Cudowne Medaliki. Do dziś mam w oczach jej sylwetkę i pełne głębi oraz zdecydowania spojrzenie.

Do Informacji, gdzie posługuję, podchodzi kobieta i mówi: „Siostro, za 3 miesiące przyjmę chrzest. Proszę siostrę o modlitwę w mojej intencji, bym miała odwagę świadczyć do końca o Chrystusie. Cała moja rodzina jest innego wyznania. Wie siostra, co to znaczy. W moim kraju za to, co zrobię, grozi mi śmierć.”

Pomyślałam o moim kraju, gdzie mamy jeszcze tylu księży i tyle sióstr, że ich często nie szanujemy, wręcz przeciwnie - poniewieramy, obmawiamy, poniżamy. O kraju, gdzie jeszcze można bez utraty życia uczynić w miejscu publicznym znak krzyża, ale czy bez utraty dobrego imienia?! Ponieważ wyśmieją, wykpią, określą mianem: „dewotka”, „zacofana”.

A ta kobieta prosi mnie o modlitwę w jej intencji, by wytrwała w wierze aż do śmierci, niezależnie od tego, kiedy i gdzie ona nadejdzie.

Uściskałam ja serdecznie i gorąco ucałowałam, obiecałam modlitwę… I modlę się za nią codziennie, zawstydzona, myśląc przy wieczornym rachunku sumienia, czy stać mnie na taką odwagę wiary?!